Sanlorenzo to jedna z tych marek, które mają swoich klientów — i trzymają ich. Stocznia założona w 1958 roku w La Spezia, dziś jedną nogą stoi na rynku produkcyjnym, a drugą w świecie półniestandardowym. Każdy jacht Sanlorenzo ma indywidualny numer i jest w pewnym sensie jedyny — możesz zmienić układ, materiały, kolorystykę w większym stopniu niż u jakiegokolwiek producenta z wolumenem porównywalnym do Sanlorenzo.
W 2019 roku marka weszła na giełdę w Mediolanie. Finansowe wyniki rynkowe są imponujące, a marka konsekwentnie przesuwa się w górę — mniejsze wolumeny, wyższe ceny, więcej customizacji. Nie jest to marka dla kogoś, kto szuka okazji cenowej. Jest dla kogoś, kto wie, czego chce i jest gotów zapłacić za to, żeby to dostać.
Trzy linie, trzy filozofie
Sanlorenzo oferuje trzy linie: SX (Sport Crossover — otwarta platforma, beach club, lifestyle), SL (classico — klasyczny flybridge z włoskim designem) i SD (Slow Design — wypornościowe, długodystansowe). Każda z nich jest zupełnie innym jachtem i innym stylem życia na wodzie.
Sanlorenzo jest marką, którą kupujesz dwa razy — raz sercem, raz głową. Serce mówi „chcę", głowa mówi „ile osób rocznie tu popłynie i czy to uzasadnia cenę". Zwykle obaj mają rację. — Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco