Kiedy na jeziorze Como w 1842 roku Pietro Riva budował swoje pierwsze łódki, nikt nie wiedział, że zakłada markę, która stanie się synonimem elegancji na wodzie. Riva to jedyna marka w branży jachtowej, którą rozpoznają ludzie niezainteresowani jachtami — bo przez dekady te drewniane, mahoniowe speedbooty z winem w jednej ręce i Sophia Loren w tle stały się ikoną kultury. Dzisiaj Riva należy do Ferretti Group, produkuje nowocześnie i z tworzywa sztucznego — ale duch pozostał.
Obecna gama Rivy to modele od 17 do niemal 100 metrów — od Rivy Rivale 56 (klasyczny open) po Rivę 130 Bellissima (superjacht). Wszystkie łączy jedna rzecz: sposób wykończenia wnętrz, w których każdy detal teak i mahoniowe wstawki przypomina, skąd ta marka pochodzi.
Dla kogo Riva
Mówię wprost: Riva to marka do kupowania, a nie do kalkulowania. Jeśli porównujesz Rivę z podobnej długości Azimutem przez arkusz kalkulacyjny — Azimut wygra na papierze. Riva wygra na nabrzeżu, w porcie i na każdym zdjęciu, jakie tam zrobisz. To świadomy wybór lifestyle'owy — i nie ma w tym nic złego, jeśli to rozumiesz przy zakupie.
Na co uważać
Wykończenia drewnem — delikatne i wymagające regularnej pielęgnacji, szczególnie w gorącym klimacie. Serwis Riva jest dobry, ale sieć dealerów nieco węższa niż Azimuta czy Ferretti. Na rynku wtórnym Riva trzyma wartość zaskakująco dobrze — częściowo dlatego, że istnieje wyraźna grupa kolekcjonerów i entuzjastów marki, która nie kupuje racjonalnie.
Sprzedaję Rivy od lat. I za każdym razem, gdy klient pyta „czy to dobry zakup finansowy", odpowiadam szczerze: to zależy od tego, jak liczysz radość. Jeśli mierzysz ją w euro — nie kupuj Rivy. Jeśli mierzysz ją w tym, co czujesz, gdy wyjeżdżasz z portu — kup bez wahania. — Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco